sobota, 25 stycznia 2014

[3] Szkoła marzeń? ♣

10 grudnia poszłam do szkoły. W międzyczasie wzbogaciłyśmy się o łóżko, szafę, kanapę, stół i 2 krzesła. Może nie było to jak dom z moich snów, ale nie był już taki pusty. Tak więc poszłam do szkoły. Lekcje zaczynały się o 8:30 a ja byłam w szkole przed 8:00. Więc czekałam kolejne pół godziny w ciszy... No ale zaczęła się pierwsza lekcja. Nie pamiętam już jaka lekcja to była. Ale po tej szkole można spodziewać się lekcji niderlandzkiego. Tak naprawdę mieliśmy codziennie po kilka lekcji niderlandzkiego. Ogólnie nie było tak źle. Lekcje były bardzo łatwe i wg. W styczniu miałam pierwszy egzamin. I przeszłam do wyższej klasy. W tej szkole było 5 klas. Pięć jest najniższa a 1 najwyższa .Po egzaminie mogłaś przeskoczyć o klasę do góry lub w dół. Ja przeskoczyłam z 5 do 3. 


W lutym pojechałam do Polski. Strasznie tęskniłam. Nie koniecznie za rodziną. Najbardziej za przyjaciółmi, bo oni byli moją rodziną. Niestety większość czasu spędziłam na nartach i tak naprawdę mało byłam w moim miasteczku. Ale bardzo lubię narty, więc nie mogę powiedzieć, że nie było to udane półtora tygodnia.:)


Gdy wróciłam do szkoły, jakiś tydzień przed egzaminami (egzaminy były w kwietniu) dyrektorka stwierdziła, że taka kujonka się marnuje w tej klasie i przenieśli mnie do klasy 2. Chodziłam tam tydzień. Ten tydzień była bardzo fajny. Ogólnie w 2 klasie były najfajniejsze osoby i nauczycielka. Ale jak na kujonkę przystało po tygodniu były egzaminy na których dostałam się do 1 klasy. Niestety... Ta klasa jest najnudniejsza i najtrudniejsza. Ale jakoś dotrwałam do końca czerwca. 

To tyle na dziś.;3
Posty będą umieszczane co tydzień w piątek. Przynajmniej taki jest plan.:)
Post byłby wczoraj, ale był problem z Bloggerem.;c
Do zobaczenia za tydzień .;*

piątek, 17 stycznia 2014

[2] Koniec to zawsze nowy początek.♥

Tak więc moja historia zaczyna się 5 grudnia 2012 roku. A właściwie trochę wcześniej gdy niektóre osoby dowiedziały się o moich planach. W piątek, 30 listopada powiedziałam kilku osobom, z którymi miałam większą więź, niż tak zwane "znajomy/kolega", o tym że w następnym miesiącu się przeprowadzam. Nie wszyscy dowiedzieli się wtedy gdzie, kiedy dokładnie, czy wrócę... Odpowiedzi na niektóre z tych pytań nie znam do dziś. 


Trochę wcześniej dowiedzieli się o tym dwie, specjalne dla mnie osoby: najlepszy przyjaciel i przyjaciółka. Jedno z nich dowiedziało się pół roku, a drugie miesiąc wcześniej. Szczerze, nie wiem co bym bez nich zrobiła. Chyba rozsypałabym się na milion części i nie pozbierała.


Kilka dni później, a dokładniej w poniedziałek dowiedziała się moja klasa i właściwie większość osób, które znam. Nie poszłam do szkoły, pakowałam się, bo miałam wyjechać jeszcze tego samego dnia. Przyszłam tylko na ostatnią godzinę, godzinę wychowawczą. Była to ostatnia godz. wych. przed Mikołajkami, więc rozdawaliśmy sobie prezenty. Ja, jako kujon lasowy dostałam książkę (żeby nie było, ja się z niej cieszę i była bardzo ciekawa). Osoba, która dała mi ten prezent, wpadła na pomysł, żeby wszyscy z klasy się podpisali. Strasznie miło, gdy czujesz, że ktoś jednak choć troszkę będzie tęsknić. 



Przyjechałam na miejsce w środę 5 grudnia. Po 15 godzinach jazdy w końcu byłam na miejscu. Mieszkanie było zimne, wychłodzone i puste. Całość wyglądała trochę jak niezamieszkany, nowy szpital. Z całkiem nowymi płytkami i bez żadnych mebli. Jedyną różnicą był kolor ścian. W całym domu panowały różne odcienia koloru kawy latte macchiato. Niestety, sypialnie były w kolorze lawendy. Bardzo, bardzo jasnej lawendy. Na pierwszy rzut oka, myślałam, że będę miała biały pokój. Dodatkowo, bardzo mały, biały pokój. Jest to jakieś 6 m2. Teraz nie wygląda to tak surowo. Cały pokój jest wypełniony, i to po brzegi.


To tyle na dziś .:*
Troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że wytrwaliście do końca .;)
Do zobaczenia .:D
Vicky .

czwartek, 16 stycznia 2014

[1] Witam ! :*

Tak więc cześć wszystkim! 


To już mój drugi blog. A na dobry początek opowiem coś o sobie:
Mam na imię Wiktoria, mam 14 lat, i myślę, że mam artystyczną duszę. Może do dziwne, ale myślę, że w całych tych artystycznych sprawach jestem całkiem nie zła .:) 

Taka próbka moich możliwości .;)

Chyba najdziwniejsze we mnie jest to, że jestem dobra z matematyki i ogólnie z różnych przedmiotów. Jeśli ktoś czytał mojego poprzedniego bloga można to było wywnioskować z punktów na egzaminach.



Jestem wielką fanką Imagine Dragons. Co prawda od nie dawna bo od jakiś 2 tygodni, ale słucham ich dosłownie 24/7. Strasznie chciałabym też kupić ich płytę. <3



Tego bloga założyłam, żeby odciąć się choć na chwilę od mojej szarej rzeczywistości. Będzie to rodzaj pamiętnika lub dziennika, którym będę się z wami dzielić. Postaram się pisać codziennie, ale wiem jakie potrafi być to trudne. Ale obiecuję (dopóki nie mam kolejnych egzaminów), że będę pisać co najmniej raz na tydzień. 



Z każdym postem dowiecie się o mnie coś nowego. A jest co opowiadać, bo od grudnia 2012 całkiem dużo się u mnie dzieje. Czemu? Dowiecie się w następnym poście .:*

Do zobaczenia.:*
Vicky .<3